*

wtorek, 06 sierpnia 2013

Prezydent Irlandii Michael D. Higgins podpisał 30 lipca ustawę aborcyjną (nazwaną przewrotnie Protection of Life During Pregnancy Bill 2013), nie skorzystawszy uprzednio z możliwości skierowania jej do Sądu Najwyższego, celem zweryfikowania jej zgodności z Konstytucją.

Przypomnijmy, że ustawa umożliwia zabójstwo dziecka w łonie matki w sytuacji, gdy konsylium złożone z dwóch biegłych psychiatrów i lekarza położnika uzna, że ciąża powoduje ryzyko samobójstwa matki, zaś jej usunięcie jest jedynym sposobem na oddalenie tego ryzyka (!).  Barbarzyńska ustawa nie wprowadza przy tym żadnych limitów czasowych dla aborcji, nie stwarza też możliwości weryfikacji arbitralnego i bezapelacyjnego osądu lekarzy.

Lobby aborcyjne, świętując swoje „zwycięstwo”, bynajmniej nie zamierza na nim poprzestać, ale już teraz sygnalizuje konieczność podjęcia kolejnych kroków zmierzających do dalszej liberalizacji aborcji, między innymi zwołania ogólnonarodowego referendum. Z kolei deputowany Brian Walsh - wydalony z partii Fine Gael po tym, jak złamał dysplinę partyjną, głosując przeciwko wprowadzeniu ustawy w życie – w ewentualnym referendum upatruje szansy na wykazanie niezgodności ustawy z artykułem 40.3.3. Konsytucji Republiki Irlandii, który przyznaje nienarodzonym prawo do życia. Twierdzi on, iż „takie referendum sworzyłoby okazję do ponownego przedłożenia ludziom kwestii uznania ideacji samobójczej za podstawę do przeprowadzenia aborcji, w świetle przytłaczającego medycznego materiału dowodowego przedstawionego przez psychiatrów wcześniej w tym roku” (materiału podważającego zasadność przyjęcia ideacji samobójczej jako podstawy dla dokonania aborcji, który został zupełnie zignorowany przez parlamentarzystów – przyp. moje, T.B.).

Organizacja Pro Life Campaign oświadczyła, iż moment wejścia ustawy w życie wyznacza „bardzo smutny dzień, kiedy to po raz pierwszy w historii Irlandii zalegalizowano umyślne targnięcie się na życie nienarodzonej istoty ludzkiej. (...) Wbrew temu, co głoszą parlamentarzyści, nowe prawo nie ratuje życia, ale je unicestwia. Rząd przeforsował to prawo z pełną świadomością, że aborcja nie stanowi terapii samobójczych myśli, ignorując przy tym cały zrecenzowany materiał dowodowy wskazujący na to, że aborcja niesie szkodliwe skutki dla zdrowia psychicznego kobiet”. Ruch pro-life zapowiedział podjęcie kontrofensywy zmierzającej do zniesienia nowej ustawy.

W obliczu zatrważających zmian w irlandzkim prawie, jak również zakorzeniania się błędnych przekonań w  świadomości ogółu, biskupi Kościoła w Irlandii przypominają swoim wiernym, iż z faktu, że coś jest legalne, nie wynika, że jest to aktem moralnie akceptowalnym.

Z Iralandii dla Fronda.pl

Tomasz Białokurec

niedziela, 04 sierpnia 2013

Rozpoczął się okres pielgrzymkowy. Do Częstochowy ruszają z różnych miejsc w kraju, by przez drogę pokuty szukać na nowo Boga w swoim życiu. Dla jednych to śmieszność, bezsens czy wręcz idiotyzm, dla innych sposób na spędzenie wakacji w ciekawym gronie ale dla wielu to właśnie szuaknie Boga i namysł nad własnym życiem. To kierunek, którym jest już nie sama Częstochowa ale Bóg w swoim Miłosierdziu.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, że życie nie kończy się na doczesności, że pieniądz i dobra materialne  nie mogą konstytuować naszych poczynań. Być "głupcem" w oczach Boga to przegrana, to ogromna strata, której się nie nadrobi.

Pielgrzymka to wyrzeczenie, które pomaga człowiekowi złapać się Boga. To moment, w którym widzisz cel swojej drogi życia. W czasie marszu słucha się Słowa Bożego, śpiewa się pieśni i modli. Nie trzeba ukrywać, że łatwo nie jest. Czasami kilkaset kilometrów to szmat drogi. Nocleg również może nie być najwygodniejszy. Jak w życiu! To wszystko ofiarujemy za grzechy, za znanych nam bliskich i dalekich, za Kościół. Gdy dochodzi się do Częstochowy nastaje radość. I słuszna radość. To obrazuje przecież spotkanie z Bogiem, dotarcie do celu, jakim jest Dom Ojca. I człowiek nie pamięta o całym trudzie, który przeszedł, o obolałych nogach, o przemoknięciu czy upałach. Cel został osiągnięty.

Wracamy oczyszczeni, z nowymi siłami do pokazywania światu Boga w naszym życiu. Spowiedzi, codzienna Eucharystia, rozważanie Słowa Bożego, konferencje to wszystko sprawia, że człowiek wyrwany z codzienności jest skierowany na Tajemnice Bożej obecności. O nic nie trzeba się troszczyć, bo są odpowiedzialni za to ludzie. Moim zadaniem jest z każdym krokiem odkrywać bliskość Pana i przemieniać siebie...

Niech każdego roku idzie tysiąc nowych osób, to znaczy, że świat będzie lepszy o te tysiąc osób. Wielu nie widzi sensu, że to nic nie zmieni, że szkoda czasu i sił. Mimo to polecam, spróbuj swoich sił, podziel się swoją wiarą z ludźmi, którzy będą stali z boku i być może nawet wyszydzą. To ma sens i dodaje sił.

Sami świata nie zwojujemy, nie naprawimy ludzi złych gdziekolwiek oni są, ale zaczynając od siebie możemy dawać przykład przybliżania się Królestwa Niebieskiego. Co najważniejsze, to ja idę z Bogiem dalej przez życie, wędrówkę, która kończy się w Jego ramionach w godzinę naszej śmierci.

"Ależ mnie to wyszło ładnie"

(Koh 1,2;2,21-23)
Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko marność. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznosimy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

(Kol 3,1-5.9-11)
Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu /Boga/, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich /jest/ Chrystus.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Łk 12,13-21)
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.



czwartek, 01 sierpnia 2013

fot:wiadomosci24.pl

Ke­nij­ski ad­wo­kat Dola In­di­dis zło­żył do Mię­dzy­na­ro­do­we­go Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści w Hadze wnio­sek o uka­ra­nie win­nych ukrzy­żo­wa­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa. Praw­nik kwe­stio­nu­je też prze­bieg jego pro­ce­su - do­no­si "Je­ru­sa­lem Post". Od­po­wie­dzial­ność za to po­no­si, jego zda­niem, m.​in. pań­stwo Izra­el i Re­pu­bli­ka Włoch.

Zastanawiam się, na ile ludzie uczeni mogą zwariować. Wyobrażam sobie śmiechy budzące się na prośbę owego adwokata. W Nairobi odrzucili więc zwrócił się do Hagi, która (zapewne tłumiąc śmiech) również stwierdziła nie-możność przeprowadzenia sądu.

***

Wczoraj główną wiadomością na onet.pl była informacja o szokującym zachowaniu kleryków seminarium w jakimś niemieckim mieście. Dziwne, że Wybiórcza nie podchwyciła tematu, bo był on ogromny. Chodziło o nazistowskie zachowanie, obchodzenie urodzin Hitlera i wyśmiewanie ofiar niemieckiego hitleryzmu.

Bulwersujące. Tyle osób zginęło w obozach zagłady. Tyle osób zginęło, kropka.

Może to świadczyć, że nawet tam, gdzie powinno głosić się Chrystusa i Jego miłość do świata, wychwala się zło w najczystszej postaci. Bez Boga człowiek staje się pusty i dochodzi do tragedii. Nie ważne czy biskup czy "kominiarz" choć błądzimy szukamy drogi którą chce nas prowadzić Jezus.

***

Irlandia żyje kolejnym szokującym wydarzeniem. Po bestialskim zamordowaniu kobiety i jej córki doszła śmierć dwójki dzieci zamordowanych przez swojego ojca. Eoghan (10) i Ruairi (5) w jednej trumnie wócili już do swojego domu. Ojciec (z Bliskiego Wschodu) wsadził ich do samochodu i chciał uciec z domu. Próbując popełnić samobójstwo wjechał rozpędzonym autem w mur zabijając dwójkę swoich dzieci. Sam wyszedł z tego (o dziwo) bez szwanku i został aresztowany.

Niewyobrażalne! Widziałem karawan z białą trumną na drodze i po zdjęciach w gazetach poznaję, że to był ten sam. Wtedy nie miałem pojęcia. Matka jest Irlandką a jak zniesie jutrzejszy pogrzeb? Boże jedyny.

środa, 31 lipca 2013

Ciekawe rzeczy dzieją się na Watykanie. Wiele sprzecznych informacji wypływa zza Spiżowej Bramy, ale i tak są one ciekawe. Rok temu pisałem o kardynale Martinim, który próbował zająć się problemem powtórnych związków małżeńskich. Kardynał odszedł do Pana pod koniec ubiegłego roku. Oczywiście chodzi o dopuszczenie takich ludzi do sakramentów. Pewnie pod specjalnymi warunkami, stąd grupa ośmiu kardynałów pomocników ma je znaleźć i opisać. Nie wiadomo jednak do końca czy są to słowa samego Franciszka czy tylko radosna twórczość Radia Watykańskiego.

Papież wypowiedział się jednoznacznie na temat kapłaństwa kobiet i zamknął na zawsze ten rozdział. Chociaż muszę przyznać, że sam do końca nie jestem przekonany czy na zawsze.

Pan Terlikowski w ciekawy sposób próbuje wytłumaczyć słowa papieża na temat "osądzania gejów i lesbijek". Ta wypowiedź wywołała radość w tych środowiskach, ale jest ona ponad zasięgiem nawet papieża.

Zdaję sobie sprawę, że Terlikowski jest samozwańczym apologetą, ale myślę, że ten człowiek zna się na rzeczy. Media wielokrotnie przeinaczały słowa papieża, polityków i zwykłych ludzi, dlatego potrzebny jest taki człowiek, który mimo milczenia wielu biskupów, szuka i ukazuje prawdę.

Zastanawiam się czy papież nie otwiera za dużo drzwi na raz, albo jak już coś zrobić to na dobre. Sprawa banków w Watykanie i Rzymie otworzyła się na całego. Sprawa pedofilii jest na ostrzu noża... samurajskiego miecza, raczej.

Ciekawe w jakim kierunku pójdzie nauczanie Kościoła. 

wtorek, 30 lipca 2013

Czterech młodych muzułmanów z Maroka zbezcześciło ołtarz niewielkiej parafii we włoskim mieście Libiola w Mantui (północne Włochy).

Gazzetta di Mantova doniosła, że muzułmanie ukradli pieniądze z domu parafialnego, podczas gdy lokalny ksiądz i dwie zakonnice byli nieobecni, bo udali się z dziećmi na całodzienną wycieczkę.

Muzułmanie po kradzieży wypróżnili się i oddali mocz na tymczasowy ołtarz, który służył parafii od czasu zeszłorocznego trzęsienia ziemi.

„Okazali pogardę dla naszej religii” – powiedział ks. Eugenio Ferrari. „A gdybym ja zrobił to samo w ich meczecie, obcięto by mi głowę, prawda?” – dodał.

***

Powinien ktoś się tym zająć. Nie można siedzieć z rękami założonymi, ale znając życie uraza uczuć religijnych jest dla Wymiarów Sprawiedliwości mało znaczącą sprawą. Gratulacje, bydło podpisuje się jak bydło.

Wczoraj w Kościele wspominaliśmy św. Martę, siostrę Łazarza i Marii, obrotną kobietę, która pracowitością chciała przypodobać się Jezusowi. Brzmi to okrutnie i z pogardą, więc spieszę z tłumaczeniem, że jest coś więcej.

Wczorajaszy fragment Ewangelii powala:

Wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.

Głeboka wiara prostej kobiety, która wydaje się mówić językiem sobie nieznanym. Sprawa zmartwychwstania była zapewne poruszana w Świątyniach, na spotkaniach kapłanów, lewitów i Starszych (kłótnie między faryzeuszami i saduceuszami dowodzą o tym najlepiej), ale skąd ta kobieta mogła wiedzieć o tym, pozostanie tajemnicą. Może jej brat należał do Świątyni?

Słowa Marty brzmią jak słowa Piotra o Mesjaszu. Są istnym i pełnym wyzaniem wiary w Jezusa Chrystusa. Nie są przypuszczeniem, pobożnym życzeniem, czy naiwnością. W jej słowach kryje, czy wręcz wyłania się pewność. Zapis jest prosty: Jezus jest Mesjaszem, Dawcą zbawienia, Panem życia i śmierci.

To co później się dokona, jest tylko konsekwencją tego wyznania wiary. Samo wskrzeszenie Łazarza nie jest tak mocno zaakcentowane, jak przygotowanie do niego. Rozmowa z wierzącą Marta, z wybierającą lepszą cząstkę Marią (Łk 10, 38-42),  a także ciekawość Żydów i uczniów Jezusa sprawiają, że nawet sama modlitwa uwielbienia Boga nad grobem Łazarza staje się być czymś naturajnym. Już wiemy, w trakcie czytania, że go wskrzesi.

***

Żyjemy jednak w tak sceptycznym świecie, że trudno sobie poradzić z taką rzeczywistością. Nie umiemy się odwołać do "boskiej cząstki" obecnej w nasym życiu. Przypomina mi sie posoł Godson, który stwierdził, że widział "wskrzeszenia", przypomina mi się obecność "uzdrowiciela" na Stadionie Narodowym. Nie wierzymy, bo "mocno stąpamy po ziemi". Brak wiary sprawia, że Jezus nie może czynić cudów, że są niewidoczne. Nie czujemy największego cudu jakim jest Eucharystia. Potrafimy ośmieszać i szydzić, a kamery telewizyjne potrzebują czegoś wielkiego. Znajdziemy wszelkie wytłumaczenie na działanie Boga w nas. Ewangelia Jana mówi, że wielu Żydów po cudzie uwierzyło w Jezusa. W XX wieku i naszym, to prawie niemożliwe. Bo mamy naukę i grona szyderców.

Papież Franciszek przestrzega w swojej pierwszej Encyklice:

Jednakże kiedy mówimy o tym świetle wiary, możemy spotkać się z zastrzeżeniem ze strony współczesnych nam ludzi. W nowożytnej epoce uznano, że takie światło mogło wystarczyć starożytnym społeczeństwom, ale nie jest potrzebne w nowych czasach, kiedy człowiek stał się dojrzały, szczyci się swoim rozumem, pragnie w nowy sposób badać przyszłość. W tym sensie wiara jawiła się jako światło iluzoryczne, przeszkadzające człowiekowi w odważnym zdobywaniu wiedzy. Młody Nietzsche zachęcał swoją siostrę Elżbietę, by podjęła ryzyko, przemierzając «nowe drogi [...] w niepewności autonomicznego posuwania się naprzód» . I dodawał: «W tym punkcie rozchodzą się drogi ludzkości: jeśli chcesz osiągnąć pokój duszy i szczęście, to wierz, ale jeśli chcesz być uczniem prawdy, wówczas badaj» .3 Wierzenie rzekomo przeciwstawia się poszukiwaniu. Wychodząc z tego założenia, Nietzsche będzie krytykował chrześcijaństwo za to, że pomniejszyło zasięg ludzkiej egzystencji, pozbawiając życie nowości i przygody. Wiara stanowiłaby więc iluzję światła, utrudniającą nam, ludziom wolnym, drogę ku przyszłości.

W tym procesie wiara została w końcu skojarzona z ciemnością. Uznano, że można ją zachować, znaleźć dla niej przestrzeń, aby mogła współistnieć ze światłem rozumu. Przestrzeń dla wiary otwierała się tam, gdzie rozum nie mógł oświecić, gdzie człowiek już nie mógł mieć pewności. Pojmowano więc wiarę jako ucieczkę spowodowaną przez brak światła, pod wpływem ślepego uczucia, albo jako subiektywne światło, zdolne być może rozpalić serce, dostarczyć prywatnej pociechy, ale którego nie można zaproponować innym jako obiektywne, wspólne światło oświecające drogę. Stopniowo dostrzegano jednak, że światło autonomicznego rozumu nie potraf wystarczająco rozjaśnić przyszłości; w końcu kryje się ona w mroku i pozostawia człowieka z lękiem przed nieznanym. I tak człowiek zrezygnował z poszukiwania wielkiego światła, by zadowolić się małymi światełkami, które oświecają krótką chwilę, ale są niezdolne do otwarcia drogi. Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku.

Gdyby połączyć siły, sprawa stałaby się prosta. Wielu pseudonaukowców dąży do prawdy ośmieszając jednocześnie wiarę. Doskonałym przykładem może być Całun turyński. Ileż "on" nasłuchał się pochwał, narzekań i pogardy. Jeśli komuś pomaga to w wierze, to dlaczego niszczyć wśród ludzi pobożnych tę nadzieję, którą niesie uwieńczony na nim Chrystus. Dziwnym staje się też, że skoro zrobili go XIV-wieczni kupcy to dlaczego XXI-wieczna technika ma sporo z tym problemu. Chodziliśmy po Księżycu, stworzyliśmy sztuczne serce, przeszczepiamy twarze (panie Grzegorzu dużo zdrowia), rozgryźliśmy DNA i wymyśliliśmy komputer, a nie potrafimy sobie dać radę z jakąś "szmatą". Naiwne.

***

"Panie przymnóż nam wiary" mówili Apostołowie. Chyba trzeba wznowić to wołanie. A wiara Marty wydaje mi się nawet lepsza niż Piotra, a może prostsza i bardziej naturalna :)

poniedziałek, 29 lipca 2013
"Papież wspiera księży gejów – oznajmiły media. A dowodem mają być wyrwane z kontekstu wypowiedzi Franciszka z pokładu samolotu. Słowa jednak, które są rzeczywiście cytowane nie wskazują na to, by była to prawda.

Papież stwierdził bowiem tylko podczas zaimprowizowanej na pokładzie samolotu konferencji: „Jeśli ktoś jest homoseksualistą i z dobrą wolą poszukuje Boga, kimże jestem, by go oceniać?”... I właśnie te słowa mają być – zdaniem dziennikarzy – dowodem na zmianę stanowiska papieskiego w sprawie święcenia księży-gejów, którego zakaz wprowadziła Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego a potwierdził go Benedykt XVI.

Tyle tylko, że taka zmiana z nich nie wynika. Nikt nigdy nie twierdził, że samo bycie homoseksualistą wyklucza z poszukiwania Boga. Wręcz przeciwnie. Zawsze w Kościele przypominano, że tylko Bóg jest uzdrowieniem dla każdego, także dla osoby homoseksualnej. Homoseksualista może być katolikiem, a Kościół nigdy go nie odrzucał. Ale... w niczym nie zmienia to oceny moralnej aktów homoseksualnych, które są – o czym także papież przypomniał – grzechem.

Dodatkowo, gdyby Franciszek chciał rzeczywiście cokolwiek zmieniać w zasadach dotyczących wyświęcania na kapłanów osób o trwale zakorzenionych skłonnościach homoseksualnych, to... zmieniłby zapisy prawne, wydał nową notę, a nie opowiadał o tym na pokładzie samolotu. A jako że tego nie zrobił, to możemy być pewni, że nic się nie zmieniło. To tylko liberalne media sieją zamęt i próbują zniszczyć jasną, prostą, katolicką moralność. Nic nowego, tylko stara homopropaganda, do której próbuje się wprzęgnąć papieża Franciszka, posługując się zmanipulowanymi i wyrwanymi z kontekstu wypowiedziami."

Tomasz P. Terlikowski na Fronda.pl

niedziela, 28 lipca 2013

Papież przemawiał do milionów osób na nocnym czuwaniu na Copacabana w Brazylii. Piętnował Kościół, że traci wiernych na rzecz kościołów protestanckich i innych wyznań. Gazeta Wyborcza od razu podchwyciła temat, by dopiec. Czekam na ruchy Senyszyn i Środy, a także Bartosia.

Nie będę krytykował papieża, gdyż kim ja jestem, ale warto zastanowić się trochę nad tym co powiedział.

Przyznał on że sieci Kościoła są słabe, pocerowane. Łódź Kościoła nie ma mocy wielkich transatlantyków, ale Bóg chce się objawić właśnie za pośrednictwem naszych ubogich środków, bo to On jest tym, który działa – przypomniał Franciszek. Przestrzegł on również, by Kościół nie wyrzekał się prostoty. Tracimy ludzi, którzy nas nie rozumieją, ponieważ oduczyliśmy się prostoty – stwierdził Papież.

Dokładnie, jednak trzeba zauważyć, że transatlantyki to dzisiejszy świat ze swoimi problemami, jak aborcja, antykoncepcja, homoseksualizm i eutanazja. W wielu Kościołach protestanckich antykoncepcja nie stanowi problemu, a w katolickim - stosunkowo duży. Dzisiejszy świat zboczył z toru religii. Być może  - jak Concordia - wyląduje kiedyś na mieliźnie, jednak trzeba się zastanowić jak wprowadzać słowa papieża w życie. Dostało się nawet Benedyktowi XVI,  za którego Kościół (według Wyborczej) był zbytnio wyedukowany.

Odpowiedzią (nie oceniam) na słowa papieża może być abp Tutu. Ten anglikański duchowny stwierdził, że jeśli Bóg jest homofobem to on woli iść do piekła. Jeśli papież zniósłby zakazy, które torują drogę Kościołowi do "terazniejszości", oznaczałoby to odejście od dotychczasowej drogi.

Można mówić piękne i ładne słowa o ukazywaniu Chrystusa prostym językiem, ale przykazań i sakramentów się nie zmieni.

Prostesty w czasie wizyty w Brazyli, są również tego przykładem. Darmowy dostęp do aborcji i antykoncepcji to główne idee występu nagich kobiet przed papieżem. Otywarcie powiedzenie "nie" przez Franciszka postawiłoby go w szeregu z "zaściankowymi" poprzednikami któych krytykuje.

Nie jestem teologiem, ale wolno mi patrzeć moimi oczami na świat. I tak go widzę. Papież noszący sam teczkę i czarne poskręcane buty, może na pierwszy rzut oka robić dobre wrażenie dla walczących z Kościołem, może być tym wyczekiwanym dla rozluźnienia klimatu, jednak jeśli nic za tym nie popłynie będzie papieżem z teczką.

Czyszczenie Watykanu z pedofilli, homoseksualistów i finansistów jest dobre, ale ciekawi mnie jak zmierzy się innymi problemami nurtującymi współczesny świat. Na legalizację małżeństw homoseksualnych nie ma na co liczyć (pogonił homoseksualistów z Watykanu), na aborcję - nie zgodzi się Przykazanie, antykoncepcja i in-vitro - upadnie przez bioetyków katolickich. Jedyne co mu wyjdzie to walka z pedofilią, bo to trzeba pogonić i uciąć w zarodku. Nie ważne na jakim poziomie i kim jesteś - to jest niedopuszczalne.

Może te tłumy ludzi są jutrzenką nowego Kościoła, tyle że za każdym nowym papieżem to słyszymy. Każdy z nich ma jakieś zadanie od Ducha Świętego, by umacniać Kościół, by ukazywać drogę prawdy...

A może Kościół będzie w podziemiu?

Papież wskazał też na szczególną rolę miłosierdzia, bez którego nie uda nam się dotrzeć do świata zranionych, którzy potrzebują zrozumienia, przebaczenia i miłości.

Jak, pytam jak to zrobić. Gdy - jak mówi Kościół - czasami nie wolno, nie można. Związki niesakramentalne, dzieci poza małżeństwem... Przecież to też o to chodzi. Czy wystarczy tym ludziom powiedzenie, że Bóg cię kocha, ale nie możecie przystępować do sakramentów, bo nie macie ślubu? Do tej pory czasami! wystarczało.

Boże weź się za Swój Kościół.

To tak na szybko, ale temat jest godny dyskusji, tej racjonalnej i stonowanej.

Tagi